pozytywne szkolenie psów - podcast

Pozytywne szkolenie psów – 4 mity na temat szkolenia bez przemocy

Kategorie wpisu:

Spis treści:

Dlaczego w ogóle rozmawiamy o „pozytywnym”?

Punktem wyjścia odcinka jest moja realna frustracja: lawina materiałów w mediach społecznościowych, które jako „nowoczesny trening” pokazują przemoc lub jej formy pośrednie, podlaną pseudonaukowym komentarzem ściągniętym z literatury sprzed dekad. Część tych tez została odrzucona przez samych autorów i obalona w badaniach, a mimo to wciąż krąży w obiegu. Jako emblemat narosłych błędów mamy tu na przykład międzygatunkową „dominację” – John Fisher, który popularyzował ją w „Okiem psa”, sam się z niej wycofał; wcześniej bazował na badaniach wilków Davida Mecha, który… również swoje wnioski odwołał w 1999 roku. To pokazuje, jak długo żyją mity, gdy raz wejdą do mainstreamu.

W tym odcinku podkreślam też, że moja krytyka nie polega na podejrzewaniu kogokolwiek o złą wolę. Problemem nie jest intencja krzywdzenia psów, ale często zwykła ignorancja, brak chęci do rozmowy czy otwartości na nowe podejście. Zdarza się też, że rolę odgrywa lenistwo albo chciwość. To one stoją za utrwalaniem starych schematów, a nie świadome działanie przeciwko psom.


„Nowoczesne metody”? Cofnijmy daty

W tym odcinku odwołuję się do książki Koehlera z 1962 roku i do praktyk, które do dziś bywają sprzedawane jako „nowoczesne”. A przecież ich opis znajdziemy w podręczniku sprzed ponad 60 lat – mowa o dławikach, kolczatkach czy „drzewku” w uczeniu chodzenia na smyczy. Żeby uświadomić Ci ile to jest 60 lat… Od lotu braci Wright w 1903 roku do lądowania na Księżycu w 1969 minęło niewiele ponad 60 lat. To dokładnie ten sam dystans czasowy, który dzieli nas od książki Koehlera. Trudno więc nazywać te metody „nowoczesnymi” – to po prostu nadużycie.

Przywołuję też współczesny przykład – Bart Bellon i jego „nePoPo”. W filmie z 1 stycznia 2024 roku widać, jak uderza psa frisbee, a całość jest opisana jako „a controversial one”. Pod tym nagraniem dominują pozytywne komentarze. To nie jest tylko pojedyncza anegdota – to pokazuje, jak niszowe, brutalne praktyki są dziś przepychane do mainstreamu i sprzedawane jako coś świeżego, wartościowego.


Kim jest „behawiorysta”, a kim „trener pozytywny”?

W odcinku “Pozytywne szkolenie psów” wyjaśniam też kilka pojęć, bo w polskiej debacie są one mocno pomieszane. Behawiorysta – w pierwotnym sensie – to ktoś, kto bada zachowania, jak choćby Fisher. W języku potocznym tym słowem określa się jednak często osoby pracujące pozytywnymi metodami.

„Trener pozytywny” to dla mnie ktoś, kto łączy wiedzę o zachowaniach z praktyką uczenia. To osoba, która ma solidne przygotowanie: dziesiątki godzin pracy z psami, obserwacje, shadowingi u innych specjalistów, a nie tylko szybki kurs online o nazwie “pozytywne szkolenie psów”.

Wniosek jest prosty: dobry trener musi być jednocześnie behawiorystą. Musi rozumieć, skąd bierze się dane zachowanie i jak dobrać narzędzia do jego przyczyny. Przykład? Pies może ciągnąć na smyczy z różnych powodów – i każda z tych sytuacji wymaga innej strategii pracy.

Pozytywne szkolenie psów

Pozytywne szkolenie psów – jak rozumieć to w praktyce

W mojej definicji pozytywnego szkolenia rdzeniem jest wzmacnianie zachowań pożądanych i praca na emocjach. Chodzi o to, żeby pies chciał współpracować, bo mu się to opłaca – a nie dlatego, że próbuje uniknąć bólu.

Jednocześnie uczciwie mówię o „presji” – bo ona istnieje także w szkoleniu pozytywnym. Może to być presja ciała, przestrzeni, głosu czy samego kontekstu. Różnica polega jednak na tym, jakich środków używamy. Nie ma tu narzędzi awersyjnych, nie ma bólu. Kluczowe jest umiejętne nakładanie i zdejmowanie presji w taki sposób, żeby wspierała proces nauki, a nie go niszczyła.

To jest też ważna odpowiedź na często powtarzany zarzut: „pozytywni udają, że nie używają presji”. Używamy – tylko w zupełnie inny sposób i z innym celem.

Zapamiętaj: pozytywne szkolenie psów to nie “wychowanie bez stresu”.


Mity o pozytywnym szkoleniu psów – co usłyszysz w odcinku

Mit 1: „Pozytywni i tak używają presji, tylko udają, że nie”

Tak – presja istnieje, ale nie jest równoznaczna z bólem. Presja głosu czy ciała to coś zupełnie innego niż presja dławikiem albo impulsem elektrycznym. To różnica jakościowa i etyczna.

Mit 2: „Pozytywni to wpychacze smaczków”

To echo pogardliwego określenia z lat 60. („kibbit pushers”). W praktyce nagradzanie to nie tylko jedzenie. To także zabawa, kontakt czy dostęp do zasobów.
Co więcej – w terapii zachowań często zaczynam w ogóle bez smakołyków: pracuję na dystansie, poczuciu bezpieczeństwa i czytelnej komunikacji. Smakołyki to narzędzie -– ale nie jedyna strategia.

Mit 3: „To bezstresowe wychowanie, zero wymagań”

Ramy i granice są konieczne. Pozytywne szkolenie psów nie polega na „rób co chcesz”. Różnica tkwi w sposobie ich wprowadzania i w szacunku dla granic psa.

Przykład z kanapą: jeśli pies warczy, gdy go przesuwamy, to nie jest sygnał „nigdy go nie dotykaj”. To zaproszenie do analizy przyczyny:

  • czy budzenie jest dla niego trudne,
  • czy odczuwa ból w ciele,
  • czy jego przestrzeń odpoczynku nie jest dla niego bezpieczna.

Najpierw diagnoza i praca u źródła, a dopiero potem reguły – nie odwrotnie.

Mit 4: „Pozytywnie nie da się pracować z psami agresywnymi”

Wolę mówić o terapii niż „szkoleniu” agresji. Fundamentem jest zrozumienie emocji i przyczyn, a nie ich tłumienie. To droga dłuższa, ale prowadzi do trwałej zmiany zamiast maskowania objawu.

Gdy ktoś następnym razem powie Ci, że “Pozytywne szkolenie psów” nie jest dla wszystkich – przypomnij sobie to o czym mówię w tym odcinku podcastu.


Emocje jako punkt wyjścia

Kiedy pies szczeka, rzuca się, ucieka czy skacze – nie patrzę na sam objaw, tylko na emocjonalną przyczynę. Zaczynam od pytania: co stoi za tym zachowaniem i jak mogę zaprojektować wsparcie, żeby pies czuł się bezpieczniej?

Dzięki temu pies rozumie, że jego komunikaty są czytelne i słyszane. Właśnie w ten sposób buduje się odporność – a nie „emocjonalną kalekę”.


Pozytywne szkolenie psów – dlaczego mity tak łatwo działają?

Często słyszę argument: „ale to działa”. I faktycznie – na pierwszy rzut oka pewne metody mogą wydawać się logiczne. Pies przestaje szczekać, przestaje się rzucać, idzie ładnie przy nodze.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy posłuchamy drugiej strony. Bo druga strona pokazuje koszty: pies wygląda na posłusznego, ale jego emocje wciąż kipią. To nie jest spokój, tylko zamrożenie. Pies nie przestał się bać czy frustrować – on po prostu przestał o tym komunikować.

I tu tkwi sedno. Kiedy odbieramy psu możliwość wysyłania sygnałów ostrzegawczych, dostajemy tykającą bombę. Z zewnątrz wygląda to jak „grzeczny pies”, ale pod spodem mamy zwierzę, które w końcu wybuchnie – często bez żadnego „uprzedzenia”.

Dlatego tak ważne jest nazwanie rzeczy po imieniu i odwołanie się do historii. Narzędzia typu dławik czy kolczatka nie są żadną nowością – wiemy z doświadczenia, do czego prowadzą. Uczciwość w rozmowie polega na tym, żeby nie skupiać się tylko na efekcie wizualnym, ale na całym procesie i konsekwencjach dla psa.


Pozytywne szkolenie psów — praktyczny szkic podejścia

  1. Diagnoza i cel – najpierw „dlaczego”, potem „jak”.
  2. Bezpieczeństwo i komunikacja – zarządzanie dystansem, czytelne sygnały, prawo do wyboru.
  3. Wzmocnienia – nagrody dopasowane do psa (nie tylko jedzenie).
  4. Presja bez bólu – jeśli używasz presji, to takiej, którą umiesz precyzyjnie nałożyć i zdjąć. I do cholery! Do nakładania presji nie służą żadne narzędzia!
  5. Granice i rytuały – konsekwencja bez zastraszania.
  6. Edukacja opiekuna – spójność domowa > jednorazowy „trik”.

To nie jest „miękka” ścieżka, lecz rzetelna metodyka z jasno opisaną etyką pracy.


Rynek szybkich kursów i złudna pewność

W odcinku zwracam uwagę na coś, co realnie kształtuje branżę – rynek szybkich kursów i certyfikatów. Cztery PDF-y, kilka godzin przed komputerem, papier z pieczątką i już ktoś może tytułować się „behawiorystą” czy „trenerem”.

Dla opiekuna to może wyglądać wiarygodnie – w końcu jest certyfikat, jest „ukończony kurs”. Problem w tym, że za tym często nie idzie praktyka, kontakt z psami, setki godzin obserwacji i pracy pod okiem doświadczonych specjalistów. A bez tego papier jest tylko papierem.

Z perspektywy opiekuna psa to ważna wskazówka: warto sprawdzać nie tylko dyplomy, ale też doświadczenie praktyczne i sposób pracy. Zadać pytanie: czy ta osoba rzeczywiście pracowała z psami w sytuacjach podobnych do naszej?

Z perspektywy branży to jeszcze większe wyzwanie. Potrzebujemy pilnować standardu, uczciwości i przejrzystości języka. Jeśli mówimy o „presji”, to precyzyjnie określmy, czym ona jest. Jeśli używamy słowa „awersja” – nie zamazujmy go, tylko nazwijmy narzędzia i ich koszty dla psa.

Bo tylko wtedy opiekun dostaje jasną informację: co naprawdę czeka jego psa w pracy z danym specjalistą.


Podsumowanie – “Pozytywne szkolenie psów” to nie moda

Na koniec warto to powiedzieć wprost: „pozytywne” nie jest modą ani chwilowym trendem. To konsekwencja tego, co dziś wiemy o zachowaniu i emocjach psów.

To podejście:

  • nie ucieka przed presją, ale świadomie wybiera jej etyczne formy – bez bólu, bez strachu, z jasnym przekazem,
  • nie „przekupuje” psa smakołykami, ale uczy go strategii, daje poczucie wpływu i buduje relację opartą na bezpieczeństwie,
  • wymaga realnych kompetencji – setek godzin przy psach, praktyki w czytaniu sygnałów i umiejętności projektowania środowiska, które wspiera rozwój, a nie spycha psa w reakcje obronne.

I właśnie to jest klucz: pozytywne szkolenie to odpowiedzialność, a nie uproszczenie.

👉 Jeśli chcesz posłuchać całej rozmowy i zobaczyć kontekst, w którym padają te wnioski, zajrzyj do odcinka podcastu „Zakłaczeni”. Tam znajdziesz przykłady, język i argumentację, których nie da się zmieścić w jednym wpisie.

Zapisz się, by dostać info o nowościach

Imię i nazwisko
Zgoda

Skontaktuj się by umówić tę usługę.

Zadzwoń

Lub napisz:

Nie wszystkie usługi rezerwuję online – czasem najlepiej ustalić szczegóły bezpośrednio. Zadzwoń lub napisz, a wspólnie dobierzemy najlepsze rozwiązanie dla Ciebie i Twojego psa.